Wywiad z O.S.T.R (ostr).
Mój ulubiony wywiad z ostr‘em - udzielony na łamach portalu lodz.gazeta.pl.
Być może to zabrzmi dziwnie ale poza muzyką, uwielbiam czytać wywiady przeprowadzone z ostr’em. Gość naprawdę potrafi się wypowiedzieć, poza tym ma bardzo ciekawą filozofię życia, niepospolite poglądy. Warto to poznać. Zapraszam do lektury, a na końcu znajdziesz specjal (SUPER BONUS
).
Ponieważ łódzki muzyk O.S.T.R. zajmuje się robieniem muzyki, a nie opowiadaniem o niej, cieszy się szacunkiem w środowisku hip-hopowym. Przy okazji premiery nowej płyty “HollyŁódź” wyjątkowo zgodził się na rozmowę
O.S.T.R. zaczynał przygodę z hip-hopem w 1993 r. Od sześciu lat wydaje płyty wciąż dla tego samego wydawcy Asfalt Records. Mieszka na Bałutach. Nie opatrzył się ludziom i spokojnie może chodzić niezauważony po ulicach.
Krzysztof Kowalewicz: Pięć lat namawiałem Cię na ten wywiad. Mówiłeś, że rozmawiasz tylko z prasą środowiskową. Dlaczego teraz się zgodziłeś?
O.S.T.R.: Prawda jest taka, że po prostu nie lubię udzielać wywiadów, więc wymyślałem różne wymówki. Wolę się skupić na robieniu muzyki niż promowaniu siebie wszędzie, gdzie tylko się da. Dziennikarzy prasowych generalnie uważam za arogantów. Jeśli pisząc o wszystkim popełniają tyle błędów, ile znajduję w artykułach na swój temat, to trudno mieć dobre zdanie. Jeśli ktoś pisze, że nagrałem sześć płyt, a mam już na koncie osiem, czuję się źle, no bo ktoś w tym momencie skreślił nieświadomie dwa moje albumy. Hip hop jest muzyką, która mówi praktycznie wszystko o artyście. Trzeba być odpowiedzialnym za swoje słowa. Dlatego wolę, jak sama twórczość mówi za mnie. Jestem spełnionym, szczęśliwym człowiekiem. Nie potrzebuję stać na piedestale, żeby być zauważonym. Moja dewiza to robić swoje po cichu. Na tym się najlepiej wychodzi. Przecież najpierw zostałem zauważony nie przez gazety, tylko ludzi, którzy wymogli na prasie zainteresowanie moją osobą. Od tamtej pory uchodzę za “gorący temat”. Teraz, jak udzielam tego wywiadu, ktoś może pomyśleć, że Ostry się promuje. Nic z tych rzeczy. Kiedy ludzie go przeczytają, na pewno nie rzucą się w sklepach na moje płyty. U nas każdy patrzy, co można taniej ściągnąć z internetu. Nie ma się co dziwić, sam czasem myślę jak przyoszczędzić grosza.
Chyba nie narzekasz na finanse?
- Nie, ale cały czas muszę myśleć, czy zagram wystarczająca ilość koncertów, żeby przeżyć. Moja ostatnia płyta, chociaż jest na listach bestsellerów, to dostaję za nią tyle, co średnia pensja nauczycielska, a przecież sam sprzęt w domu do robienia muzyki zżera codziennie ogromne pieniądze w rachunkach za prąd. Generalnie bardzo dobrze żyje. Kocham to, co robię. Mam samochód taki jak chciałem i spokojnie go spłacam w kredycie. Oczywiście nie gram koncertów wszędzie. Na scenie w markecie nigdy mnie nie zobaczysz. Dla mnie liczą się ludzie. Jeżeli ktoś z występu zapamięta wygląd sali i ściany, to znaczy, że był na słabym koncercie.
Twoją nową płytę zdominowała polityka. Kilka cytatów: “Nie ma jak żyć (…) rządzą nami kaczki/ ciągle kwa, kwa/ k… kwa, kwa”, “Prezydent ziemniak/ i ciemniak w futrze/ co nie wie, jak można zgwałcić prostytutkę”…
- Ja wiem, czy zdominowała? Jest kilka numerów komentujących konkretne osoby. Album stanowi odbicie rzeczywistości. Mam wrażenie, że wracamy do tego, co było za komuny - każdy ma mieć swoje miejsce, ale ja się na to nie godzę. Może niektórzy posądzą mnie o zniesławienie po tej płycie, ale ja nie mówię o nikim źle bezzasadnie, tylko przedstawiam czyste fakty. Nie uważam, że przegiąłem. Może w Polsce przegram taki proces, bo tutaj wszystko się może zdarzyć, ale w Unii mogę się odwołać od wyroku. Najbardziej boli mnie, że tylu młodych ludzi szuka szansy dla siebie za granicą. Politycy wmawiają nam, że emigranci nie są patriotami. Tymczasem to rządzący powinni się zastanowić nad tym, co robią. Na płycie przedstawiam Polskę w krzywym zwierciadle, czyli normalnie. Lustro jest naturalnie wykrzywione. Codziennie rano stajemy przed takim zwierciadłem, udając, że to normalne lustro. Najwyższa pora, żebyśmy sobie to uświadomili. Jesteśmy hipokrytami, bo godzimy się na coś wbrew naszej woli. Mówimy, że chcielibyśmy coś zmienić, ale nic nie jesteśmy w stanie zrobić.
Tak złych realiów politycznych jeszcze chyba nie było?
- To kwestia mentalności, a nie poglądów i rodowodu. Pogodziłem się z tym, że się nie załapię na zmianę na lepsze, chociaż mam dopiero 27 lat i może brzmieć to absurdalnie. Może nas uratować tylko biologiczna wymiana władz. Może ci nowi też będą tak samo kraść, ale nakradną nie tylko dla siebie, ale i dla wszystkich. Nie rozumiem decyzji ministrów. Czy każda zmiana musi pociągać za sobą takie koszty? Dlaczego układanie każdego budżetu musi być handlem głosów?
Może lepiej dać sobie spokój z komentowaniem polityków?
- Jak nikt nie będzie o tym mówił, to wszyscy będą mieli to gdzieś, a ludzie, którzy wyjechali nie będą mieli do czego wracać, chociaż chcą. Wbrew pozorom kochają swój kraj, chyba nawet bardziej od ludzi, którzy tutaj mieszkają.
Co zostało z HollyŁodzi?
- Niewiele. Ten tytuł jest ironicznym przeciwieństwem Hollywoodu. Oba miasta zostały sztucznie wyprodukowane. Zobaczmy, jak skrajnie różnie potoczyły się ich losy. Hollywood stało się maszynką do zarabiania pieniędzy, a u nas panuje bezrobocie.
Jak ci się tu mieszka?
- Bardzo dobrze. Nie chcę nigdzie wyjeżdżać. Robię to, co kocham. Mógłbym komponować wszędzie, ale na Bałutach jest mi dobrze. Tu mam wszystko. Jak nie muszę kupować butów czy ciuchów, nie jadę do centrum. Coraz częściej zauważam, że dziadzieję i nie ciągnie mnie do rozrywek. Muszę się sporo napracować, żeby przetrwały ideały, które wpajali mi rodzice. Trzeba inwestować w siebie, ciągle się uczyć, aby móc spełniać marzenia. Niestety, dzisiaj w Polsce tak się porobiło, że jest więcej miejsc, gdzie można pieniądze wydać, a nie ma gdzie zarobić. Jesteś zagoniony pracą w markecie, za którą dostajesz 800 zł, dokładnie tyle, ile jesteś w stanie wydać w czasie wolnym. I koło się zamyka. Dlatego trzeba dążyć za wszelką cenę do celu, a nie iść na kompromis.
Widzisz koniec polskiego hip hopu?
- A już się nie skończył? Jego medialna część tak, a prawdziwy nigdy się nie skończy. Ta kultura trwa od wczesnych lat 70., ma już zatem blisko 40-letnią tradycję. Gwiazdki hip hopu umarły śmiercią naturalną. Nie zamierzam ich oceniać i prowadzić dyskusji o gustach. Może są ludzie, którym prosty festynowy hip hop przynosi radość. Tylko dlaczego ci artyści utrzymują, że robią rap, chociaż siedzą w popie. Pop kultura to jest kwestia tego, na ile się godzisz. Możesz znaleźć się w momencie, kiedy stracisz kontrolę nad swoją muzyką. Robię wszystko, żeby tak się nie stało, ale w Polsce jest wielu zakompleksionych artystów chcących pokazać, na co ich stać. Chyba tak naprawdę nieważne jest, jaką kto muzykę tworzy, tylko jacy jesteśmy dla bliskich. Nie chce mi się z nikim kłócić. Mam gdzieś, kto co o mnie myśli, bo mnie nie zna. Mogę tylko odpowiadać z siebie. Jeśli ktoś śmieje się z hip hopu, to dopuszcza się złego smaku. Hip hop to skomplikowana prostota, z której łatwo zrobić kicz, ale jak wyjdzie dobry kawałek, to wywołuje piorunujące wrażenie. Rapowanie jest tylko najbardziej krzykliwym elementem kultury hip hopowej. Sprawa polega na całorocznej, całodobowej pracy nad sobą, która rozwija i sprawia, że chcesz godnie reprezentować tę kulturę.
Autorstwa:Krzysztofa Kowalewicza 2007.
A poniżej obiecany bonus, endżoj:
Tags: ostr wywiad